Polecieliśmy w lutym na MADERĘ i… nie chcieliśmy wracać!

Madera 2026: Relacja z Wyprawy na Wyspę Wiecznej Wiosny

Madera to miejsce, gdzie natura nie zna kompromisów, a luty okazuje się być jednym z najbardziej fascynujących miesięcy na jej odkrywanie. Poniżej przedstawiamy zapis ośmiodniowej przygody – od najwyższych szczytów, przez mgliste lasy, aż po lokalną kuchnię.


Dzień 1 – Z Warszawy do serca Atlantyku

Podróż rozpoczęła się na lotnisku w Warszawie. Po kilku godzinach lotu powitało nas Funchal – miasto kaskadowo schodzące do oceanu. Wieczorny spacer po stolicy był idealnym wstępem do wyprawy, ale prawdziwym zwieńczeniem dnia była pierwsza kolacja na wyspie w restauracji Solar da Ajuda.

To właśnie tam po raz pierwszy spróbowaliśmy kulinarnych symboli Madery. Jako danie główne wybraliśmy Espadę, czyli pałasza czarnego podawanego z pieczonym bananem. To połączenie ryby ze słodkim owocem idealnie oddaje egzotyczny charakter wyspy. Na koniec kolacji zostaliśmy poczęstowani ponchą o smaku marakuji.


Dzień 2 – Korona Madery i klify Wawrzyńca

Jeszcze przed wyjazdem na szlak, kawę wypiliśmy na tarasie widokowym naszego hotelu Dorisol Mimosa. Panorama Funchal budzącego się do życia, z oceanem w tle i promieniami słońca oświetlającymi kaskadową zabudowę miasta, była najlepszym energetykiem na nadchodzące kilometry.

Z hotelu ruszyliśmy prosto na Pico Ruivo. Najwyższy punkt wyspy przywitał nas surowym, wręcz księżycowym krajobrazem i rześkim powietrzem. Pico Ruivo przywitał nas surowym, wręcz księżycowym krajobrazem. Następnie udaliśmy się do Santany, gdzie czekała na nas ogromna niespodzianka.

Trafiliśmy tam na barwną paradę z okazji zakończenia karnawału. Uliczki wypełniły się muzyką, tancerzami w tradycyjnych strojach i platformami pełnymi kwiatów. Widok nowoczesnego świętowania na tle zabytkowych, trójkątnych domków krytych strzechą był niezwykłym doświadczeniem. Po dawce lokalnego folkloru dzień zwieńczył Półwysep Świętego Wawrzyńca (Ponta de São Lourenço), gdzie potężne, rdzawe klify uderzają prosto w granatowy ocean.

Ten intensywny dzień zakończyliśmy dokładnie tak, jak go zaczęliśmy – na tarasie Dorisol Mimosa, podziwiając nocne widoki rozświetlonego Funchal, które z tej perspektywy wyglądało jak rozsypane na zboczach diamenty.


Dzień 3 – Wodospady i baśniowy las Fanal

Trzeci dzień był kwintesencją tego, co w Maderze najpiękniejsze – wszechobecnej wody i soczystej zieleni. Rozpoczęliśmy od wizyty pod Cascata dos Anjos (Wodospadem Aniołów), który spada prosto na asfaltową drogę, serwując nam darmową, naturalną myjnię dla samochodu.

Następnie ruszyliśmy na szlaki w rejonie Rabaçal. Przeszliśmy wzdłuż lewad – unikalnych kanałów nawadniających, które od wieków transportują wodę z deszczowej północy na suche południe wyspy. To właśnie tutaj zobaczyliśmy majestatyczny wodospad Risco, spadający z ogromnej wysokości po pionowej ścianie skalnej, oraz dotarliśmy do malowniczej Lagoa da Dona Beja, gdzie krystalicznie czysta woda tworzy urokliwe rozlewisko w sercu lasu.

Kolejnym punktem był legendarny Las Fanal. Tym razem gęsta mgła, z której słynie to miejsce, ustąpiła miejsca zupełnie innej potędze natury. Choć widoczność była doskonała, na płaskowyżu przywitał nas bardzo silny, przeszywający wiatr. Walka z podmuchami na otwartej przestrzeni dodała tej wizycie dynamiki, a powykręcane drzewa laurowe na tle czystego nieba wyglądały równie imponująco, co w chmurach.

Po intensywnym trekkingu zjechaliśmy do Porto Moniz, by podziwiać potężne fale oceanu rozbijające się o naturalne baseny wulkaniczne. Zmęczeni, ale szczęśliwi, zasiedliśmy na zasłużony obiad w lokalnym Snack Bar Esplanada. Przy tradycyjnych przekąskach i widoku na wzburzony Atlantyk regenerowaliśmy siły, chłonąc surowy klimat północnego wybrzeża.


Dzień 4 – Funchal od kuchni i od ogrodu

Czwarty dzień poświęciliśmy na niespieszne chłonięcie klimatu stolicy. Rozpoczęliśmy od Portu w Funchal, gdzie luksusowe jachty i ogromne wycieczkowce kontrastują z błękitem oceanu i repliką statku Krzysztofa Kolumba. To właśnie stąd najlepiej widać, jak miasto „wspina się” po okolicznych wzgórzach.

Kierując się w stronę centrum, odwiedziliśmy monumentalną Katedrę Sé – jedną z niewielu budowli, która przetrwała niemal w niezmienionym stanie od czasów wczesnej kolonizacji wyspy. Jej surowe, kamienne mury kryją zachwycający sufit z drewna cedrowego. Następnie przeszliśmy na elegancki Plac Ratuszowy (Praça do Município), wyłożony charakterystyczną czarno-białą mozaiką calçada portuguesa, która przyciąga wzrok geometrycznymi wzorami.

Kolejnym punktem był tętniący życiem Mercado dos Lavradores. Ten targ to festiwal zapachów i kolorów – od egzotycznych krzyżówek marakui po świeżo złowione ryby espada. Tuż obok targu zanurzyliśmy się w najstarszą część miasta, spacerując słynną Rua de Santa Maria. Ta „ulica malowanych drzwi” to prawdziwa galeria sztuki pod gołym niebem, prowadząca prosto do jaskrawopomarańczowego Fortu São Tiago. Twierdza ta, niegdyś broniąca miasta przed piratami, dziś jest jednym z najbardziej fotogenicznych punktów na mapie Funchal.

Dzień zakończyliśmy relaksem w Parku Świętej Katarzyny (Parque de Santa Catarina). Siedząc na zielonej trawie, z widokiem na port i pomnik Krzysztofa Kolumba, obserwowaliśmy, jak słońce powoli chowa się za horyzontem, kończąc nasz intensywny spacer po stolicy.


Dzień 5 – Zachodnie rubieże i szklany taras

Piąty dzień upłynął pod znakiem niesamowitej energii Atlantyku. Naszym pierwszym celem było ponowne odwiedzenie Porto Moniz, jednak natura miała inne plany. Naturalne baseny wulkaniczne były zamknięte – ogromne, kilkumetrowe fale z ogromną siłą wdzierały się do niecek, tworząc spektakularne, ale niebezpieczne widowisko. Zamiast kąpieli, mogliśmy podziwiać nieskrępowaną potęgę żywiołu rozbijającego się o bazaltowe skały.

Ruszyło nas to dalej na zachód, do Achadas da Cruz. To tutaj znajduje się jedna z najbardziej niesamowitych atrakcji Madery – kolejka linowa (Teleférico). Jest ona uznawana za jedną z najstromszych w Europie (nachylenie sięga 98%). Zjazd niemal pionowo w dół klifu do małej wioski rolniczej Fajã da Quebrada Nova, położonej tuż nad oceanem, to przeżycie, które na długo zapada w pamięć i dostarcza solidnej dawki adrenaliny.

Kolejnym przystankiem był ukryty skarb wyspy – wodospad Garganta Funda. Spoglądając z tarasu widokowego, widzieliśmy, jak woda spada w głąb ogromnego, zielonego amfiteatru skalnego, tworząc jeden z najbardziej surowych krajobrazów na wyspie. Stamtąd udaliśmy się na Ponta do Pargo, najbardziej wysunięty na zachód przylądek z malowniczą latarnią morską, stojącą na szczycie potężnego klifu.

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w urokliwym Ponta do Sol, uchodzącym za najbardziej słoneczne miejsce na Maderze. To był czas na prawdziwy relaks – spędziliśmy miłe chwile na kamienistej plaży, słuchając szumu fal i wygrzewając się w słońcu. Odwiedziliśmy też Sun Spot Cafe, gdzie daliśmy się skusić na pyszny sernik z marakują. Połączenie aksamitnego kremu z kwasowością świeżego owocu było absolutnym kulinarnym strzałem w dziesiątkę.

Dzień zwieńczyliśmy wizytą na Cabo Girão. Stojąc na szklanej platformie zawieszonej 580 metrów nad poziomem morza, mogliśmy spojrzeć prosto w przepaść i na maleńkie pola uprawne (fajãs) leżące u stóp jednego z najwyższych klifów Europy.


Dzień 6 – Królestwo Lewad: Szlak PR9

Dzień upłynął pod znakiem wody i zieleni na szlaku PR9 (Levada do Caldeirão Verde). To jedna z najpiękniejszych lewad na wyspie, prowadząca przez wąskie ścieżki wykute w skale, tunele i głębokie doliny, aż do monumentalnego wodospadu. Po powrocie raz jeszcze zajrzeliśmy do Santany, by uchwycić ją w innym świetle.


Dzień 7 – Relaks i wielka uczta

Siódmy dzień był czasem na spokojne domknięcie naszej maderyjskiej przygody. Rozpoczęliśmy go od długiego, niespiesznego spaceru po Funchal. Przemierzaliśmy znane już nam uliczki, chłonąc architekturę miasta, zaglądając do małych sklepików z rękodziełem i ciesząc się atmosferą portowej stolicy, która w lutowym słońcu prezentowała się wyjątkowo gościnnie.

Gdy temperatura wzrosła, udaliśmy się na Praia do Almirante Reis. Choć to kamienista plaża położona blisko starego miasta, oferuje krystalicznie czystą wodę i świetny widok na kursującą nad głowami kolejkę linową. Kąpiel w Oceanie Atlantyckim była idealnym orzeźwieniem i symbolicznym pożegnaniem z potęgą tutejszych wód.

Zwieńczeniem całego wyjazdu była kolacja w naszej ulubionej restauracji Solar Da Ajuda. Tym razem postawiliśmy na danie, które jest prawdziwym widowiskiem dla zmysłów – stek z polędwicy wołowej na kamieniu. Mięso, podane na rozgrzanym bloku wulkanicznym, skwierczało i dochodziło na naszych oczach, pozwalając nam na idealne dopasowanie stopnia wysmażenia. Wyjątkowa kruchość wołowiny w połączeniu z lokalnym winem była najlepszym możliwym podziękowaniem dla Madery za ten intensywny tydzień.

Dzień zakończyliśmy pakowaniem walizek, wciąż mając w ustach smak świeżej marakui i soli morskiej.


Dzień 8 – Pożegnanie z wyspą

Ostatni poranek na Maderze upłynął pod znakiem spokojnego, niespiesznego rytmu. Rozpoczęliśmy go od solidnego śniadania w restauracji hotelowej Dorisol Mimosa, celebrując ostatnie chwile z widokiem na budzące się do życia Funchal. Atmosfera wyspy udzieliła nam się na tyle mocno, że wymeldowaliśmy się 30 minut po czasie, nie chcąc zbyt szybko opuszczać naszego tarasu.

Po spakowaniu ostatnich pamiątek ruszyliśmy w stronę lotniska. Nasz wierny towarzysz podróży – Ford Fiesta w wersji ST Line – spisał się wzorowo na stromych podjazdach i ciasnych serpentynach Madery. Oddanie kluczyków było momentem refleksji nad tym, ile kilometrów spektakularnych tras pokonaliśmy w ciągu tego tygodnia.

Transfer na lotnisko im. Cristiano Ronaldo, krótka chwila na tarasie widokowym, by po raz ostatni poczuć atlantycki wiatr, i lot powrotny do Warszawy. Madera 2026 przeszła do historii jako wyprawa pełna kontrastów: od wietrznego Fanal, przez szalone zjazdy kolejką w Achadas da Cruz, aż po wybitne steki na gorącym kamieniu.


Podsumowanie wyprawy

Madera w lutym to propozycja dla tych, którzy cenią aktywny wypoczynek bez tłumów. Różnorodność wyspy – od mroźnych szczytów po tropikalne ogrody – sprawia, że osiem dni to zaledwie wstęp do odkrywania jej tajemnic.

Tomek Szwajkowski

Relacja filmowa:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *